nomen omen, recenzja, marta kisiel,
Nomen Omen fantastyka

 

Muszę się Wam przyznać do tego, że swoją przygodę z literaturą zaczęłam od książek z gatunku fantasy i pokochałam je na bardzo długo. Po tej fascynacji jednak przyszedł okres, w którym to przerzuciłam się w 100% na kryminały, co bezpośrednio wynikało z moich zainteresowań, powiązanych niejako z kierunkiem studiów jakie ukończyłam. Nie samymi przestępstwami i kryminałami jednak człowiek żyje i dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uroboros niejako przeniosłam się w czasie i wróciłam do tego, co niegdyś sprawiało mi wielką frajdę.

Marta Kisiel, jak sama siebie określa, jest autorką powieści niezrównoważonych i nie sposób odmówić jej racji, ponieważ jej książki są tak „szalone”, o ile to wystarczające słowo. Książki tworzy jednak z takim smakiem, że wraz z ostatnią stroną rodzi się wielka tęsknota i chętnie sięga się po kolejną pozycję tej autorki.

Wracając jednak do samej książki, główną bohaterką jest roztrzepana Salka Przygoda, a właściwie to Salomea Klementyna Przygoda i niech to Was nie zdziwi, bo w tej rodzinie wszyscy mają nieco nietypowe imiona. Jaka ona jest? Z cała pewnością, delikatnie mówiąc, roztrzepana i niezdarna, ale w tej swojej nieporadności urocza. Jest piękną, wysoką, 25-letnią kobietą, za którą oglądają się faceci, no bo nie oszukujmy się, ciężko nie zauważyć kogoś tak wyróżniającego się w tłumie.

książka fantasy

 

,,[…] Z perkatego nosa zwisał czy raczej sterczał jej gil, teraz już zaschnięty na amen, oczy miała zaczerwienione, dłonie czarne od doniczkowej ziemi, a gołe nogi jak zwykle w sińcach i zadrapaniach, które przez całe życie kolekcjonowała z zapałem, acz mimowolnie, wpadając na co – nomen omen – popadnie.”

Historia toczy się we Wrocławiu, bo to tam Salka trafia w celu poszukiwania swojego miejsca na ziemi i lepszego życia. Nie mniej jednak rozgrywa się ona także w niemieckim Breslau i wątek ten jest bardzo ciekawie przedstawiony. Na łamach książki jesteśmy świadkami tego, co przytrafia się Salce już od pierwszego dnia, gdy to trafia wynajętego pokoju w domu, którego wszyscy się boją i nie chcą się do niego nawet zbliżać. Nic dziwnego, bo dom z wyglądu budzi grozę. A w środku jest już tylko gorzej.

Dlaczego? Chociażby dlatego, że dom zamieszkują wiekowe siostry. Nic dziwnego, prawda? No, może poza tym, że są to bliźniaczki Bolesne. A właściwie trojaczki. Serio, nazwiska mają wyśmienicie dobrane! Żeby nie było za dobrze, Salka otrzymuje niechcianego współokatora, Roya Keana, który jest… gadającą papugą.

flatlay

Po takim zaskoczeniu już nic nie mogło przecież pójść źle. Salomea ma pracę, zarabia, usamodzielnia się i na tym jej najbardziej zależało. Jak to u niej, zdarzają jej się różne wpadki i wypadki, ale daje radę. Do czasu. Bo wtedy w tym samym miejscu, w pokoju obok, pojawia się Niedaś. Jej brat, który jest jej zupełnym przeciwieństwem. Beztroski, młody student, trochę głupkowaty, roztrzepany, dla którego nie istnieją zasady, a wszelkie granice przekracza bez mrugnięcia okiem. No gorzej być nie mogło!

Przepraszam, mogło. No, bo Niedaś lubi ściągać na siebie problemy i już w bardzo krótkim czasie narozrabiał tak, że aż wstyd mówić. A może to jednak nie Niedaś? Ale dlaczego to ON znalazł się w więzieniu za sprawą Basi?

marta kisiel

Salka, jak to ona, bardzo emocjonalna, przeżywała całą tą sytuację, ale mimo tego, że za bratem, delikatnie mówiąc, nie przepada, ruszyła mu na ratunek i próbowała wszystko wyjaśnić, a bynajmniej szukała jakiegoś logicznego wytłumaczenia, które tylko z pozoru logicznym się wydawało, no bo przecież w jej życiu nie może zabraknąć przygód.

Więcej zdradzać Wam nie będę, bo ten post nie miałby końca, ale wiecie co? Naprawdę warto sięgnąć po tą książkę, bo Marta Kisiel buduje niesamowite historie z których część jesteśmy w stanie odnaleźć w swoim własnym życiu czy doświadczeniu. Całość składa się w bardzo realną historię, mimo iż do takich nie należy z wielu względów (no chyba, że magia i takie tam, istnieje). Tworzy doskonałe dialogi, posługuje się niezwykle prostym i zrozumiałym językiem i co najważniejsze, bawi jak nikt inny. Książka pochłania i aż żal ją kończyć, ale to jest taka pozycja, do której z chęcią się wraca.

No! I to by było na tyle. O tym, co się stało, dlaczego Salka znalazła się w historycznym Breslau i jak to w ogóle możliwe, dowiecie się z książki Nomen Omen.

Serio, warto!

nomen omen marta kisiel